Dziś w Towarzystwie Chrystusowym główna uroczystość w ciągu roku – Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata. W kaplicy Domu Głównego zgromadzenia Mszę świętą gościnnie celebrował oraz homilię wygłosił o. Janusz Sok – prowincjał redemptorystów oraz aktualny Przewodniczący Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich. Mówił moim zdaniem bardzo ciekawe rzeczy.
Powołał się m.in. na opinie, jakie padały na jednym z ostatnich zjazdów polskich egzorcystów, na Jasnej Górze. Mówiono tam między innymi o tym, jaka grupa społeczna jest obecnie najbardziej narażona na opętania. Przyznam, że byłem zaskoczony tymi informacjami.
Otóż okazało się, że najbardziej narażone są młode kobiety, po 30-tce, wykształcone, inteligentne, pracujące w dużych korporacjach. Korporacjach, które – dodajmy – wciągają albo przynajmniej chcą wciągać człowieka jak bagno. Eksploatować go, drenować, a przez to jak najmniej zostawiać na inne dziedziny. Oczywiście ofiarą tego systemu, prócz samych kobiet, padają także ich rodziny.
Gdy praca zajmuje większość czasu, zostaje go już niewiele na relacje: rodzinne, ale także na relację z Bogiem. Zapracowane osoby zostają odcięte od ważnego wsparcia emocjonalnego i duchowego. Rodzi się wyczerpanie. W grupie tej podwyższone jest także ryzyko zapadnięcia na depresję czy nerwicę, choroby które m.in. mogą wynikać z długotrwałego przeciążenia, stresu.
W sumie można by tu dopatrywać się kolejnego przejawu ataku sił zła na rodzinę. Atakując „strażniczkę domowego ogniska”, podcina się także jeden z kluczowych fundamentów rodziny. Zresztą, problem ten dotyczy oczywiście także mężczyzn, którzy – często zapracowani czy przepracowani – nie mają dość czasu dla żony czy pociech.
To jest ogromny problem dzisiejszych czasów. Pośpiech, osławiony już „wyścig szczurów”, stres. Stres, który bardzo zawęża życiową perspektywę, utrudniając tym samym otwarcie na Boga czy bliźniego. Brak w ogóle czasu na te relacje, które – aby były zdrowe, możliwie pełne – wymagają zaangażowania.
Wróćmy do tematu rzeczonych opętań. Liczbowo nie są one pewnie najważniejszym społecznym problemem. Ale coś pokazują. Pokazują, że tam, gdzie nie ma miejsca dla Boga, gdzie w człowieku jest pustka albo płycizna (niebezpieczeństwo tej płycizny, w tym dla osób zakonnych, także było tematem dzisiejszej homilii w Domu Głównym chrystusowców), tam bardzo łatwo wciska się zło. A złego akurat nie trzeba do swojego życia zapraszać – on będzie krążył i sam szukał furtki, przez którą może wejść. Dlatego tak ważne jest utrzymywanie relacji z Tym, który jest silniejszy od wszelkiego zła, który jest troskliwym Pasterzem broniącym swoje dzieci przed różnymi zagrożeniami.
Po prostu – trzeba Boga. Nawiązując do „profilu” dzisiejszej uroczystości – trzeba, aby Jezus królował w naszych sercach. Jezusa nie interesuje złoty tron, co zresztą pokazał, gdy przez 3 lata działał publicznie na ziemi. Chciano obwołać go królem po ziemsku, po ludzku, ale On się od takich „zaszczytów” uchylił. On przede wszystkich chce, byśmy zaprosili Go do naszych serc i uczynili w nich mieszkanie dla Niego. I byśmy służyli bliźnim – tak, jak On służył. Logika służby, uniżenia, a nie – widocznej potęgi, władzy, pieniędzy. Władza, przemoc, pieniądze i wiele innych, to instrumenty złego ducha, który jest wrogiem zbawienia i wrogiem wszelkiego ludzkiego szczęścia. Zły duch pokazuje przynęty, posługując się nimi chce nas wpędzić w swoje szpony – a przykładem tego jest choćby wspomniany wcześniej „wyścig szczurów”, gdzie nagrodą (marną, tak naprawdę) są pieniądze, prestiż, jakaś władza. Ale to jest droga, która prowadzi do zguby – do drenażu człowieka z tego, co naprawdę wartościowe.