W tym świecie, w którym wszystko musi być „glamour”, gardzi się tym, co słabe, chore, brzydkie czy ułomne. Tego, co trudne i bolesne, nie chce się nawet widzieć na oczy, spychając tego typu rzeczywistości na margines. W świecie, w którym żyjemy, jedni ludzie gardzą innymi. Gorsze jest chyba jednak, gdy człowiek zaczyna gardzić samym sobą; gdy nie chce widzieć w sobie tego, co nie odpowiada promowanemu przez świat ideałowi. Jest to choroba także naszych czasów, ale nie tylko naszych. Zjawisko to jest chyba bowiem tak stare, jak historia ludzkiego grzechu.
Wszyscy chyba uczyliśmy się w szkole o Sparcie, w której słabsze czy chore niemowlęta zabijano po urodzeniu. Nie spełniały one bowiem kryteriów zdrowia i siły. Wiemy, jak przez wieki traktowano trędowatych, którzy byli po prostu wyrzucani poza „normalną” społeczność. Jasne.. na pewno znaczący był tu argument, by ludzie chorzy nie zarażali zdrowych. Ale prawdą też jest, że tymi wyrzucanymi na margines nikt czy prawie nikt się nie zajmował, byli oni zostawiani samym sobie. Nieliczni święci wsławili się tym, że – często ryzykując własnym zdrowiem i życiem – nieśli im pomoc.
W bardziej współczesnych czasach... Wiemy, że w pierwszych dekadach XX w. panoszyła się eugenika, tj. dziedzina zajmująca się „doskonaleniem” rodzaju ludzkiego. Chodziło o kierowanie rozrodczością w taki sposób, aby stopniowo „oczyszczać” ludzkość z różnego rodzaju skaz, chorób itp. Działalność ta swój szczyt miała chyba w hitlerowskich Niemczech, które – jak wiemy – mocno promowały ideał aryjskiego „nadczłowieka”. W III Rzeszy zabijano np. umysłowo chorych, upośledzonych – nie było litości dla tego, co niedoskonałe, co nie wzbudzało podziwu. Ciekawe jest w tym momencie , że filozof Friedrich Nietsche, który dobre kilka lat przed Hitlerem gloryfikował w swych dziełach złudną ideę „nadczłowieka”, skończył w szpitalu psychiatrycznym. To o czymś świadczy. Swoją drogą, doczytałem też o tym filozofie, że postulował w swej twórczości powrót do kultury starożytnej Grecji, co moim zdaniem wskazuje na pewną ciągłość myśli na przestrzeni wieków, w tym przypadku myśli nieludzkiej i destruktywnej.
Od wieków czy wręcz tysiącleci znana jest też praktyka „spędzania płodów”, dzisiaj nazywana raczej aborcją. Jak wiemy, w wielu krajach można ją przeprowadzać legalnie m.in. ze względu na „trwałe i nieodwracalne uszkodzenie płodu”. W praktyce często sprowadza się do tego, że zabijane są dzieci z zespołem Downa. Tak dzieje się w Polsce, tak dzieje się też w innych krajach. Jakiś czas temu spotkałem się z informacją, że w Wlk. Brytanii praktycznie nie rodzą się już dzieci z zespołem Downa. Czy to oznacza, że współczesna medycyna wyeliminowała to genetyczne zaburzenie? Nie.. To oznacza, że dzieci z zespołem Downa są po prostu abortowane, czyli – zabijane na wczesnym etapie swego człowieczego rozwoju...
Kiedy myślę o tych aborcjach ze względu na upośledzenia, to przypomina się Sparta. Dziś, kiedy czytamy o zabijaniu noworodków w starożytnej Grecji, wzdragamy się pewnie na bezlitosne i barbarzyńskie obyczaje, które tam wówczas istniały. Ale czym innym jest zabijanie np. dzieci z zespołem Downa czy innymi upośledzeniami? Przecież to jest w istocie to samo. Zabija się ludzi we wczesnej fazie rozwoju – gdy są jeszcze całkiem bezbronne – bo nie spełniają oczekiwań... Bo nie są ładne, zdrowe i inteligentne.. Współczesny wymiar odwiecznej zbrodni na bezbronnych. To oczywiste, że ludzie muszą się oszukiwać, żeby móc robić takie rzeczy. Ludzie chcą siebie uważać za moralnych i uczciwych, więc nie mogą sobie przecież wprost powiedzieć, że zabijają swoje dzieci. Oszukują się, aby móc dokonywać zła...
Osobnym tematem jest eutanazja. Osobnym, bo tutaj śmierć dokonuje się na własne życzenie. Jest to w istocie forma samobójstwa, gdzie narzędziem do jego dokonania staje się drugi człowiek – najczęściej, a może zawsze, lekarz.. Lekarz, którego zadaniem jest leczyć, a który w takim momencie pomaga przejść na drugi świat.. Co więcej, jeden Pan Bóg wie, jak często akty eutanazji są inspirowane przez ludzi z otoczenia, którym opieka nad chorym sprawia może problem. Mam nadzieję, że takich przypadków jest jak najmniej, bo byłyby one jednym z bardziej wyrafinowanych aktów okrucieństwa, inspirowanych oczywiście nie przez kogo innego, jak perfidnego złego.
To są przykłady, jaką destrukcyjną postawę – i to od wieków – przyjmuje świat względem ludzkiej ułomności. Sposób myślenia „tego świata” przejawia się m.in. w tym, że uznaje się tylko to, co błyszczy, co wzbudza podziw. Wiemy, a przynajmniej powinniśmy, że jest to postawa całkowicie przeciwna duchowi chrześcijaństwa. Bo chrześcijaństwo w praktyce to m.in. (a może – przede wszystkim) miłosierdzie, czyli postawa, która nakazuje schylać się ku biednemu, ułomnemu. Nie z poczuciem wyższości, ale ze współczuciem. Ze świadomością, że to jest mój brat czy siostra, którzy mają godność równą mojej. Tak.. to ważne, byśmy jako chrześcijanie po pierwsze znali swoją ludzką godność, a po drugie – byśmy tę godność pomagali odkrywać innym. Zwłaszcza tym, którzy tego najbardziej potrzebują. Tym, którzy są pogardzani i odepchnięci przez innych.
Niech nam miłosierny Bóg w tym dopomoże. Niech pomoże nam być takimi, jakim On jest. Amen.
PS Na zakończenie obraz, który ukazuje sporo z postawy pogardy...
Nie miał On wdzięku ani też blasku,
aby na Niego popatrzeć,
ani wyglądu, by się nam podobał.
Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi,
Mąż boleści, oswojony z cierpieniem,
jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa,
wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.
(Iz 53, 2b-3)