W świątyniach całego kraju czytany jest dzisiaj, w niedzielę Świętej Rodziny, list episkopatu poświęcony - a jakże - sprawom właśnie rodziny. Mowa jest w nim także o trudnych zjawiskach dotyczących tej najmniejszej komórki społecznej czy szerzej - relacji między kobietami a mężczyznami. Pojawia się temat rozwodów, a także zbrodni aborcji. Gdy czytałem jednak ten list z ambony, dzięki czemu sam mogłem się z nim dość dokładnie zapoznać, zabrakło mi w nim jeszcze dwóch tematów, a mianowicie - in vitro i antykoncepcji.
Jak wiadomo z badań społecznych, a także z ogólnej, potocznej wiedzy, bycie osobą wierzącą niekoniecznie wiąże się od razu z chrześcijańską, katolicką ortodoksją. Wiele osób podających się za wierzące nie podąża wcale wiernie za wolą samego Boga oraz Magisterium Kościoła, ale samodzielnie (na pewno przy znaczącym udziale złego ducha - kusiciela) dobiera sobie, wg czego chce żyć, a wg czego nie. Głównym kryterium tego wyboru w większości przypadków jest prawdopodobnie wygoda - chęć wiedzenia życia możliwie "lekkiego, łatwego i przyjemnego".
Wśród osób dokonujących takich autonomicznych, subiektywnych wyborów nie brakuje katolickich małżonków - mających ważnie zawarty, sakramentalny związek - którzy przy pewnej mieszance nieświadomości i wygodnictwa sięgają po takie środki, jak właśnie in vitro czy antykoncepcja. Myślę, że szczególnie ta ostatnia jest rozpowszechniona, a to przez przesycenie wierzących mentalnością światową, od dziesięcioleci sączącą się z mediów masowych.
Dlatego osobiście żałuję, że biskupi w swoim liście - prócz np. przypomnienia, że osoby rozwiedzione żyjące w nowych związkach (z wyjątkiem tzw. białych małżeństw) nie mają prawa przystępować do Komunii świętej - nie potępili także praktyk sztucznego zapłodnienia czy antykoncepcji. Podkreślam, że chodzi tu o potępienie złych postaw, czynów, a nie ludzi - to dwie różne płaszczyzny.
Zdaje się bowiem, że tylu już wierzących - w tym małżonków - uległo pewnemu światowemu "rozwodnieniu" zdrowej, katolickiej nauki, że na miejscu byłoby przynajmniej raz w roku przypomnieć, co jest antropologiczną i moralną prawdą. Oczywiście, w ciągu roku różni hierarchowie częściej mówią o tych sprawach, ale jeśli ktoś jest religijnie w pewnej mierze oziębły, obojętny, jeśli żyje "po swojemu", to raczej (prawie na pewno) nie śledzi na co dzień wypowiedzi pasterzy. Dlatego dobrą okazją jest mocne przemówienie przy okazji dorocznego listu, który będzie usłyszany przez niemałą liczbę wiernych (o ile oczywiście odpowiedzialne osoby przyłożą się na tyle, aby te treści dobrze wybrzmiały; można bowiem odczytywać treści w sposób utrudniający ich odbiór, ale to już odrębna sprawa).
Taka jest więc moja refleksja "szaraczka" odnośnie czytanego dzisiaj listu polskich biskupów. Nie wydaje mi się, by tekst na moim niepoczytnym blogu miał jakiś oddźwięk, ale przynajmniej wyłożę, co mi "leży na wątrobie". :)
A korzystając z okazji, że trwamy w okresie liturgicznym Bożego Narodzenia, życzę tej jednej czy drugiej osobie, która te słowa przeczyta - jak największej otwartości na Boże działanie, aby dać się przeniknąć Bożej łasce, wypływającej zawsze z miłości, a następnie - będąc przemienionym przez samego Boga - zawierać nowe, głębokie i pełne miłości relacje z bliźnimi, w tym z najbliższymi, bo w końcu rzeczywistość rodziny mamy w tę niedzielę przede wszystkim na uwadze. :)
Z Bogiem!
niedziela, 27 grudnia 2015
poniedziałek, 21 grudnia 2015
Krótka refleksja o ślepocie i okrucieństwie..
Można by pomyśleć, że taki tytuł wpisu na kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia to błąd, to jakieś zaprzeczenie dominującego klimatu. Ale w tym momencie przychodzi też myśl, że z narodzeniem Jezusa wiązała się także - pośrednio, za sprawą obecnego na świecie zła - rzeź betlejemskich niewiniątek. A to już związane jest z właściwym tematem tego wpisu, o czym poniżej.
Zobaczyłem dziś w Internecie taką informację: http://info.wiara.pl/doc/2889191.ISIS-morduje-dzieci-niepelnosprawne. O tym, że w opanowanym przez okrutnych fanatyków Mosulu postanowiono zabijać niepełnosprawne dzieci. Już po ich narodzeniu, bo pewnie w Państwie Islamskim nie ma nowoczesnej medycyny, a więc nie ma też badań prenatalnych, które pozwalałaby stwierdzić niepełnosprawność jeszcze w brzuchu matki. Postanowiłem ten tekst udostępnić na Twitterze i skomentować następująco: "Jeśli ktoś myślał, że okrutne czasy Sparty już dawno za nami...". Odniosłem więc to, co dzieje się w opanowanym przez islamistów Iraku, do zwyczajów panujących w starożytnej Sparcie.
Sam jednak bardzo zawęziłem temat. Przypomniałem sobie bowiem po chwili, że zabijanie dzieci ze względu na ich niepełnosprawność nie jest tylko kwestią ani starożytnej Sparty, ani współczesnego Państwa Islamskiego. Przecież to się dzieje na co dzień w tzw. cywilizowanym świecie. Co roku w łonach matek zabija się setki milionów dzieci - od komunistycznych Chin po kapitalistyczne i niby wolne Stany Zjednoczone. Od tego strasznego zjawiska nie jest także wolny nasz kraj - co roku w majestacie tzw. prawa zabija się w Polsce kilka setek istot ludzkich.
Zwróćmy przy tym uwagę, że rządzący PiS - mimo swojej rzekomej chrześcijańskości, nie ma zamiaru na razie tego zmieniać, o czym można przeczytać tutaj: http://300polityka.pl/live/2015/12/21/pbsz-dla-radia-plus-rzad-nie-planuje-na-razie-dyskusji-swiatopogladowych-mamy-w-polsce-pewien-kompromis/. Zadziwiające przy tym jest, że partii rządzącej nie brakuje determinacji, aby na siłę forsować zmiany dot. np. Trybunału Konstytucyjnego, które mają pozwolić tej ekipie na przejęcie całkowitej władzy w kraju, ale już w sprawie obrony życia nienarodzonych - wolą się wstrzymać, "bo to i tamto". Więc - to już na marginesie - niech mi nikt nie mówi, że PiS to partia chrześcijańska. Dziwię się swoją drogą, że hierarchowie Kościoła milczą, ale - to już jest ich sprawa. Co mogą zrobić wierzący tzw. maluczcy, to na pewno się modlić. Modlić się za Polskę, choćby modlitwą ułożoną przez Sługę Bożego ks. Piotra Skargę, kaznodzieję sprzed wieków, któremu dobro Ojczyzny z pewnością było bardzo drogie.
Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której tzw. cywilizowany świat gorszy się poczynaniami islamistów, ale tak naprawdę trudno nazwać go lepszym. Miliony dzieci zabijane ze względów eugenicznych albo nawet ze względu na taką zachciankę "zaskoczonych" rodziców. Podobno kiedyś śp. o. Joachim Badeni OP powiedział, że "wszyscy bekniemy za aborcję". Bo to się dokonuje, jak świat długi i szeroki.. Czy jesteśmy wrażliwi na to zło? I czy jesteśmy świadomi, że przedstawiciele tzw. cywilizowanego świata pierwsi powinni uderzyć się w piersi w sprawie tej ogromnej zbrodni?
Statystyk tutaj nie będę powtarzał. Jeśli ktoś potrzebuje więcej konkretów, to można je znaleźć w prosty sposób albo przez Google'a, albo np. w mojej poprzedniej notce na ten temat.
I nie wiem, czy jest w ogóle możliwe zanurzenie się w świątecznej "sielance" bez pamięci o bezmiarze zła, jaki dokonuje się na świecie. My, chrześcijanie, mamy o tyle dobrze, że nasza perspektywa nie kończy się na tym złu, ale że mamy nadzieję. Wiarę w Syna Bożego, który zstąpił, aby "zgładzić grzech świata", który wziął na swoje barki całe zło tego świata.
Ale to nie znaczy, że demon ustąpił z chwilą przyjścia Pana na świat albo z chwilą Jego Paschy. To jest zmaganie, które będzie trwało aż do Paruzji. Spocząć nie wolno. Na miarę możliwości, głównie przez modlitwę, trzeba mierzyć się ze złem, walczyć o dobro i sprawiedliwość. Aby triumfowały miłość, miłosierdzie, współczucie, a nie nienawiść i wykluczenie. Tego nieustannego zaangażowania, w atmosferze Bożego pokoju - który tylko On może dać - nam wszystkim życzę. Abyśmy prawdziwie byli dziećmi Bożymi, wrażliwymi na wszystko, co się temu dziecięctwu sprzeciwia. Amen.
Subskrybuj:
Posty (Atom)