W dwóch notkach (tutaj i tutaj) na tym blogu przedstawiłem już zarys moich poglądów nt. piractwa w Internecie, a mam w tej kwestii – co tu dużo mówić – opinię negatywną. Ale oczywiście nie każda wymiana treści w Internecie jest piractwem, czymś nieuczciwym. Aby uniknąć nieporozumień, chciałbym na pewnych przykładach ukazać, co w świetle moich poglądów jest OK, a co nie jest OK. Podkreślam też, że jestem otwarty na wszelkie pytania, wątpliwości w tych kwestiach i w miarę możliwości chętnie je wyjaśnię. Powtarzam też, że nie działam w imieniu żadnych firm, organizacji ochrony praw autorskich itp. :) Jestem zwykłym człowiekiem, chrześcijaninem i zwykłym zakonnikiem, który po prostu interesuje się tym tematem jako jednym z co najmniej kilku. Ale – zostawmy wyjaśnienia.. zapraszam do lektury!
W poprzednich tekstach o piractwie kładłem nacisk na to, że kluczowa w kwestii korzystania z utworów w Internecie jest wolawłaścicieli praw autorskich. Oznacza to, że jeśli autor czy właściciel praw udostępnia coś za darmo w Internecie, bo tak chce, to oczywiście można z tego swobodnie korzystać. Przedstawię to na przykładzie bardzo popularnego serwisu, który był w centrum poprzedniej notki.
1. Przykłady tego, co „jest OK”:
Właściciele praw (a więc wytwórnie, sami wykonawcy etc. etc.) sami umieszczają w Internecie swoje utwory, aby je w ten sposób promować:
a) oficjalny kanał na YouTube wokalisty Mateusza Mijala - http://www.youtube.com/user/mateuszmijalvideo
(wybór wykonawcy jest przypadkowy)
b) oficjalny YouTube’owy kanał zespołu Love Story - http://www.youtube.com/user/zespolls
Na kanale tym możemy m.in. znaleźć informację: „Oficjalny kanał zespołu Love Story (...)”. Także elegancka szata graficzna tego kanału dodatkowo świadczy o tym, że jest to podstrona oficjalna. Z czegoś takiego można spokojnie korzystać i oglądać nagrania, bez obaw o łamanie praw autorskich, korzystanie z nielegalnych praktyk itp. To nie jest piractwo!
c) Przykład videobloga, czyli formy komunikacji zdobywającej dziś popularność - http://www.youtube.com/user/nowcatholicblog. Ktoś chce dotrzeć do internautów ze swoim przekazem, udostępnia więc treści i oczywiście za darmo!
Jeszcze ogólnie i pokrótce: jak rozpoznawać, co na takich portalach jest oficjalne, a co nie? Możemy oczywiście opierać się tylko na tym, co widoczne. Potrzebne jest tu także pewne zaufanie – że informacje, które widzimy, są prawdziwe. Podajmy więc przykładowe elementy, z których możemy i mamy prawo wnioskować, że treści nie są pirackie:
a) bezpośrednia informacja, że strona lub dany materiał jest oficjalny, jak np. na wymienionym kanale zespołu Love Story;
b) elegancka szata graficzna, która pokazuje, że stronę stworzyli profesjonaliści;
c) dane kontaktowe: jak oficjalny adres WWW, a czasem też kontakt do twórcy, menedżera itp.
Elementy te nie muszą oczywiście występować łącznie. Ogólnie rzecz biorąc, należy po prostu kierować się dobrą wolą i rozumem, a to już w 99% gwarancja sukcesu w rozpoznaniu, co jest, a co nie jest nieuczciwością, piractwem.
2. Przykłady tego, co nie jest OK:
a) najpierw przykłady z YouTube’a, który nie jest co prawda najgorszym serwisem pod tym względem i na dodatek daleko mu do najgorszych, ale z drugiej strony – jest bardzo popularny na świecie i też nie jest wolny od naruszeń praw autorskich, więc:
https://www.youtube.com/watch?v=wTjLZwpmufw– „rip z winylu” [zgrane z płyty winylowej];
b) przykładowy katalog z utworami w serwisie wrzuta.pl:
Przy czym takich przykładów w tym serwisie są tysiące. Mnóstwo kanałów, mnóstwo albumów czy pojedynczych utworów wstawianych bez praw do tego. Użytkownik, którego tutaj przywołuję, do tej pory wstawił ponad 4 tys. utworów, z tego bardzo wiele zachodnich zespołów, co do których jestem właściwie w 100% pewien, że nie udzielały na to zgody. Oczywiście nie chodzi mi tutaj o to, by stygmatyzować określonego użytkownika, ale chodzi po prostu o przykład. To nie jest kwestia jednego internauty, tylko bardzo wielu użytkowników tego serwisu.
Co do odbiorców tych treści, to kanał tego przykładowego użytkownika pokazuje ponad 16 mln (!) wyświetleń. Choćby to pokazuje, jaka jest skala zjawiska piractwa w Internecie.
c) to samo na popularnych „chomiku”, np.
Podobnie jak wyżej – wiele udostępnionych plików różnych wykonawców. Tego rodzaju praktyki są już nie tylko niezgodne z uczciwością, ale już też konkretnie z prawem państwowym, bo przecież ustawa o prawie autorskim zakazuje rozpowszechniania treści, do których nie ma się odpowiednich praw. Przypomnę: to prawda, że prawo nie zakazuje wprost ściągania, ale o tym akurat napisałem już w pierwszejnotce, a tu tylko nadmienię, że przecież ściąganie jest niczym innym, jak korzystaniem z tego, że ktoś udostępnia – podkreślam: wbrew woli i bez wiedzy właścicieli praw.
3. Poproszono mnie także, aby poinstruował pokrótce, w jaki sposób osoba, która czuje się poszkodowana treściami wstawionymi na takim czy innym serwisie, może dochodzić swoich praw. Pierwszym i najprostszym sposobem jest zgłoszenie problemu administratorom danego serwisu. Większe strony tego typu udostępniają do tego gotowe narzędzia, i tak:
a) YouTube – pod każdym materiałem video jest ikonka flagi, która służy do zgłaszania treści. Z tego, co widzę, należy mieć konto w serwisie, aby móc takiej operacji zgłoszenia dokonać, ale założenie konta jest oczywiście bezpłatne. Po kliknięciu ikony wybiera się jeszcze z listy powód, dla którego zgłasza się dany materiał jako niewłaściwy.
b) wrzuta.pl – pod utworem link „Zgłoś” (też trzeba być zalogowanym);
c) chomikuj.pl – na samym dole serwisu jest klikalny napis „Zgłoś jeśli naruszono regulamin” -> następnie wybiera się powód, dla którego zgłasza się dany materiał (nie trzeba być zalogowanym).
Ww. serwisy informują też, że w przypadku naruszeń o „większej skali”, konta nieuczciwych użytkowników będą usuwane.
***
Żeby nie zostawić Internautów, którzy chcą być uczciwi, z tzw. niczym, proponuję możliwą alternatywę, która moim zdaniem działa na całkiem dobrych warunkach. Nie chodzi tu o reklamę, ale jako użytkownik polecam po prostu coś, co sam kiedyś uznałem za dobrą propozycję i z czego do tej pory korzystam. Oto i możliwa propozycja: serwis muzodajnia.plreklamujący się hasłem „Portal z najtańszą muzyką w sieci”. Nie jestem znawcą całego rynku, ale myślę, że jest to uczciwe hasło. Był czas, że za jeden – legalny! – utwór w serwisie płaciłem tylko 10 gr (!), co dla mnie było rewelacją. Teraz jest drożej, ale i tak znacznie taniej niż w przypadku kupowania płyty CD w sklepie. W Muzodajni zakupować można pliki MP3 i ściągać je na swój dysk czy przenośne urządzenie. Fakt, że preferowani są tu użytkownicy sieci komórkowej Plus (oni mają w jakiś sposób łatwiejszy dostęp do treści, wystarczy wtedy opłata SMS-em), ale serwis jest dla wszystkich – także dla tych, którzy nie mają numeru u tego operatora. Tak że jeśli ktoś ma jakieś „zaskórniaki”, które chce wydać na cele rozrywkowe, a dokładniej – na muzykę – to Muzodajnia jest legalną, dobra propozycją. Nie wykluczam, że są inne tego rodzaju serwisy w Polsce, które oferują treści w dobrej cenie, ale – ja takowych nie znam.
I podkreślam raz jeszcze – nie działam na niczyje zlecenie (no, chyba że własnego sumienia ;). Po prostu staram się w życiu postępować uczciwie i do tego samego zachęcam innych, a szczególnie – wierzących, którzy wiedzą, że mają zobowiązania przed Bogiem do tego, aby stopniowo być coraz bliżej Niego, by ich życie stawało się coraz lepszym, co w moralności sprowadzało by się w uproszczeniu do zasady: „Unikaj zła, czyń dobro”. Miłuj bliźniego swego jak siebie samego, a więc także – szanuj jego własność, w tym tę tzw. własność intelektualną, a więc różnego rodzaju utwory.
Jako przykład uczciwego promowania treści chciałem wcześniej podsunąć jeszcze jeden przykład, który raptem dziś poznałem. Popularnego na świecie portalu, którzy ma także swoją polską wersję i promuje legalnie teledyski różnych twórców, w tym tych najbardziej znanych. Ale kiedy przeglądałem stronę główną tego serwisu, zobaczyłem, ile treści wręcz ocieka tam erotyką. Powstaje wrażenie, że na stronie głównej wręcz umieszczono specjalnie takie fragmenty teledysków, które miały zachęcać do ich oglądania właśnie przez dość nachalne epatowanie seksualnością. I nie chodzi tu tylko o skąpe stroje występujących pań. W trosce o moralność szerzej pojętą niż tylko w zakresie piractwa, nie informuję więc o tym serwisie i sam też nie mam zamiaru z niego korzystać. To jest zresztą osobny temat ogromnej, nachalnej erotyzacji, panoszącej się w obecnym świecie. Kanałem tego zjawiska w dużej mierze są teledyski bardzo popularnych twórców. Ale to już temat na inne rozważania.
Czytelników zachęcam do: interakcji; poruszania tych aspektów różnego rodzaju piractwa, których sam jeszcze nie poruszyłem; zadawania pytań; dzielenia się wątpliwościami itd. itp.
Jednocześnie, korzystając z okazji, serdecznie pozdrawiam tych, którzy zaglądają na mój blog! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz