Oto dlaczego odrzucam deklaracje nowego prezydenta nt. in vitro. On bowiem już na starcie zgłasza gotowość, aby in vitro jako metoda było dopuszczone "pod pewnymi warunkami". Zasłania się tutaj - nie wiem, może z ignorancji - stanowiskiem Episkopatu Polski. Tymczasem in vitro jest metodą moralnie niegodziwą w każdych warunkach i jest jednoznacznie sprzeczne z nauczaniem Kościoła, na co wskazuje choćby poniższy cytat z instrukcji "Donum Vitae", wydanej swego czasu przez Kongregację Nauki Wiary.
"Jednakże, zgodnie z tradycyjną nauką dotyczącą dóbr małżeństwa i godności osoby, Kościół jest przeciwny, z moralnego punktu widzenia, sztucznemu zapłodnieniu homologicznemu w probówce. Jest ono bowiem samo w sobie niegodziwe i sprzeczne z godnością rodzicielstwa oraz jednością małżeńską, nawet wówczas, gdyby zrobiło się wszystko dla uniknięcia śmierci embrionu ludzkiego."
(źródło: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WR/kongregacje/kdwiary/zbior/t_2_19.html)
Argument o tym, że katolicki polityk może się zgodzić na rozwiązania kompromisowe? Owszem, w komunikatach KEP-u jest o czymś takim mowa - ale jest to dopuszczalne tylko wtedy, gdy niemożliwe jest uzyskanie pełnej ochrony prawnej zasad moralnych. Tymczasem tutaj prezydent z góry zakłada kompromis, co moim zdaniem jest jego zbłądzeniem. Tym bardziej, że jesienny wynik wyborów może pozwolić na to, aby przeforsować rozwiązania zgodne z pełną ochroną życia i procesu jego przekazywania.
Dlatego obecną postawę prezydenta, jego deklaracje, uważam za przedwczesne wycofywanie się w imię nie wiadomo czego - może przypodobania się jak największej liczbie obywateli? Jeśli taki jest priorytet prezydenta, to moim zdaniem powinien on uczynić rachunek sumienia ze swojej katolickości, ze swojego posłuszeństwa Magisterium Kościoła. Jeśli z góry zrezygnuje z walki w imię niejasnych przyczyn, to należałoby się zastanowić nad Komunią nie tylko dla B. Komorowskiego, ale także dla jego następcy. Wielu pewnie ta teza wyda się wielce kontrowersyjna, ale ja tylko interpretuję nauczanie Kościoła, które jest bardzo jasno wyrażone w stosownych dokumentach.
Od prezydenta deklarującego się jako katolik, chętnie uczestniczącego w religijnych wydarzeniach, oczekuję odwagi i gotowości do przeciwstawienia się politycznej poprawności oraz politycznej kalkulacji, która w wielu przypadkach prowadzona jest kosztem wartości.
Mam nadzieję, że prezydent Andrzej Duda nie zawiedzie moich (i pewnie nie tylko moich) oczekiwań jako człowieka wierzącego. Aczkolwiek śmiem twierdzić, że na razie sytuacja nie wygląda najlepiej - że stanowisko prezydenta wymaga modyfikacji, aby naprawdę było zgodne z nauczaniem Kościoła: choćby z instrukcją "Donum Vitae" oraz z komunikatami KEP, na które sam prezydent chętnie się powołuje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz