Na kanwie dzisiejszej Ewangelii – Łk 11, 37-41.
Jezus mocno, bezpośrednio, ostrymi słowami ganił faryzeuszy. Może dlatego, że uważali się oni za takich „super” i trzeba było mocnych słów, by nimi wstrząsnąć. Ale oni nie mogli tego znieść. To była reakcja w stylu: „co nas tutaj ten jakiś człowiek będzie pouczał, to my jesteśmy nauczycielami”, „kim on jest, żeby tak nas traktować, z dala od wszelkich przyjętych kanonów”.
Większość z nich nie widziała w Jezusie Syna Bożego, Mesjasza, tylko kogoś, kto im miesza.. „Przyszedł taki i miesza.”
Nienawidzili Go. Wielu by powiedziało, że prowokował, że był tutaj stroną ofensywną. Ale głównie to On był pod ostrzałem. Tzw. elity nie ufały Mu, ciągle jacyś ludzie chcieli go poddawać próbom.
Dlaczego nie uznali w Nim Mesjasza? Bali się może, że to fałszywy prorok. Ale przecież wielu innych dobrze Go rozpoznało – jako Syna Bożego! Może poznali Go ci, którzy po prostu za dużo nie kombinowali , nie dzielili włosa na czworo?
* * *
Czy tak trzeba by podejść także do sprawy Medjugorja? Wiemy, że miejsce to obfituje w wielkie owoce w postaci wielu nawróceń. A przecież – „po owocach ich poznacie”. W innym miejscu Jezus powiedział, że szatan nie walczy sam przeciw sobie, bo wtedy nie ostałoby się jego królestwo. Czy więc byłoby tyle nawróceń w górskim miasteczku w Bośni i Hercegowinie, gdyby wydarzenia tam zachodzące były dziełem szatana? Przykładając do sprawy prostą miarę i posiłkując się Ewangelią, trudno na ten moment „przyczepić się” do tego, co od lat 80. się tam dzieje.
To, co piszę, nie oznacza, że jestem zdeklarowanym fanem Medjugorja. Byłem tam co prawda, ale podchodziłem i nadal podchodzę do sprawy z pewnym dystansem – starając się przede wszystkim być posłusznym Kościołowi. Swego czasu, można powiedzieć, dołączyłem nawet do grona sceptyków – i jest to może na tym etapie potrzebne.
Natomiast gdy rozmyślając nad Ewangelią widzę dwa zasadnicze odniesienia do Jezusa: nieufność faryzeuszów oraz wiarę prostaczków, temat Medjugorja – jako aktualny dla naszych czasów – narzuca się wręcz sam.. Może za dużo tu kombinacji? Może trzeba po prostu – wg słów Pana Jezusa – patrzeć na owoce? Tym bardziej, że te od lat są dobre – nie słyszałem natomiast o żadnych ewidentnych nieprawidłowościach.
Hmm.. gdy byłem ostatnio na filmie „Ziemia Maryi” („Mary’s Land”), oglądałem go ze stopniowo narastającym rozczarowaniem. Ponieważ okazało się, że jest to obraz, którego głównym punktem jest właściwie subtelna promocja Medjugorja. Tylko – czy my właściwie mamy się do tego Medjugorja o co przyczepić?
Nie jestem od wyrokowania. Czekam na rozstrzygnięcie stosownych władz Kościelnych, które – ufam – wreszcie jakąś rozjaśnią tę aktualną od lat kwestię.
fatalne, godne politowania
OdpowiedzUsuń